Wydanie książki dla dzieci – wywiad z autorką Danuta Wlizło

Zapraszam na wywiad z Danutą Wlizło, autorką książki dla dzieci o bezśmieciowości. Kurka Kika i przyjaciele to jej pierwsza książka. Powstała z miłości do syna i troski o otoczenie. Mam nadzieję, że jej doświadczenia, pomysły i wskazówki zainspirują Was do pracy nad swoją własną książką i pokażą, o co warto zadbać w całym tym procesie. A kto wie, może też zachęcą do większej troski o otoczenie. Zapraszam serdecznie!

 

Kasia: Twoja książka Kurka Kika i przyjaciele. Historie o bezśmieciowości już jest w sprzedaży. Opowiedz czytelnikom o sobie, kim jesteś i jaka jest Twoja historia. 

Danuta: Trudne pytanie, od kiedy pamiętam, miałam z nim kłopot. Mam wrażenie, że wiele osób utożsamia się z wykonywanym zawodem. U mnie tak nie jest, pracowałam w różnych obszarach. Przez pewien czas określałam siebie jako instruktorka tańców w kręgu. Co było bliskie memu sercu, ale w pewnym momencie przestało być aktualne 🙂

Jeśli chodzi o wykształcenie, to ukończyłam studia ekonomiczne na kierunku finanse i bankowość, a moim ulubionym przedmiotem była matematyka. Z czasem odkryłam, że moim cennym zasobem jest kreatywność przejawiająca się w bardzo wielu obszarach.

Do dziś pamiętam jak mój szef (pracowałam wtedy jako recepcjonistka w duńskiej firmie wykonującej badania rynku) chwalił mnie za ułożone w misach owoce dla pracowników. Byłam tym zaskoczona, bo nie sądziłam, że zwróci uwagę na coś tak drobnego.

Określiłabym więc siebie jako kreatywną duszę, twórczynię, osobę, która uwielbia wymyślać, tworzyć, przerabiać, a także próbować nowych rzeczy.

W ostatnich latach wykształciłam w sobie jakiś rodzaj otwartości, podążania za tym, co do mnie przychodzi na mojej ścieżce kreatywnego rozwoju. Tak było z mandalami, które przez pewien czas regularnie układałam, z pomysłem, by malować pastelami olejnymi, a wreszcie z myślą o własnej książce dla dzieci.

Z dzieciństwa pamiętam, jak wypożyczałam kolorowe książki kucharskie dla dzieci z biblioteki i z zaangażowaniem „produkowałam” kruche ciasteczka i pierniczki dziwiąc się przy tym, co to jest cukier brązowy 😉

Z zapałem przekształcałam też większe i mniejsze kawałki papieru w wycinanki, pożyczając duże nożyce z warsztatu introligatorskiego mojego dziadka. Do dziś bardzo lubię pracować z papierem. Najchętniej sięgam po taki z odzysku np. z opakowań, częściowo zarysowanych kartek, rolek po papierze toaletowym itp.

„Zabawa” z ciastami została mi do dziś. Uwielbiam wyszukiwać, testować i modyfikować przepisy na słodkie co nieco. To dla mnie jedna z największych frajd! 😊

 

Dla kogo napisałaś książkę o przygodach Kiki?

Pisałam ją z myślą o moim synu, który właśnie zaczynał przedszkole. Ale oczywiście chciałam też dotrzeć z przekazem do wielu dzieci w wieku przedszkolnym oraz ich rodziców. Zależało mi, aby poprzez zwierzęcych bohaterów uprzyjemnić im rozmowy o niezbyt fajnym, ale ważnym temacie.

 

Co Cię zainspirowało do napisania i wydania książki dla dzieci?

Do napisania zainspirował mnie brak podobnej do mojej książki dla kilkulatków. Szukałam takiej dla syna, która ułatwiłaby nam rozmowy na temat śmieci, plastiku i co można z tym zrobić na co dzień. Brakowało mi bohaterów, którzy by o tym opowiadali i zasiewali ziarenka troski o nasze otoczenie.

Wówczas nic takiego nie znalazłam (były to lata 2017/2018) i wtedy pomyślałam, że może sama taką stworzę.

Nie wiem, czy można w ogóle mówić o inspiracji odnośnie do wydania książki. To była raczej niecierpliwość 😉 Nie chciałam czekać, aż znajdę wydawnictwo, które zdecyduje się wydać moją książkę. Chciałam także mieć wpływ na jej wygląd graficzny (layout), styl ilustracji, rodzaj użytego papieru, sposób oprawy.

Powiedziałam więc do siebie: „dobra, spróbuję wydać sama, choć tak naprawdę mało wiedziałam na tamten moment, na co się porywam.

Początkowo nastawiłam się, że wydam książkę niewielkim kosztem. Zależało mi jednak, aby zrobić to profesjonalnie. Chciałam pokazać, że self-publishing nie musi oznaczać kiepskiej jakości a wręcz przeciwnie. Zdecydowałam się wydrukować książkę na papierze z certyfikatem FSC, co jest droższą opcją, ale bardziej przyjazną środowisku. Niewielu wydawców się na to decyduje.

Ostatnio usłyszałam, że wybrany papier jest bardzo przyjemny w dotyku. Cieszę się z każdej takiej pozytywnej informacji zwrotnej. 🙂

 

Od jak dawna interesujesz się zero waste?

Od mniej więcej siedmiu lat. Wszystko zaczęło się od książki Beth Terry Plastic-Free: How I Kicked the Plastic Habit and How You Can Too, która przez przypadek trafiła w moje ręce. Później odkryłam, że ograniczanie plastiku to tylko część czegoś większego – ruchu zero waste. W ciągu tych lat zmieniał się obszar, w który wkładałam w danym momencie najwięcej energii. Zaczynałam od ograniczania plastiku, opakowań i produktów jednorazowych. Potem wciągnęło mnie zbieranie śmieci. Ostatnio większą uwagę zwracam na kwestię marnowania jedzenia. Robiąc zakupy często wybieram produkty przecenione ze względu na zbliżającą się datę przydatności do spożycia. Najczęściej są to wyroby mleczne. Wielokrotnie przekonałam się, że są one nadal dobre nawet dwa czy trzy dni po dacie. Jedna z dużych ekologicznych mleczarni sama z resztą dodaje na opakowaniach dopisek: „często dobre po [dacie]”.

 

Czemu self-publishing? Czy rozważałaś w ogóle wydanie książki z wydawnictwem?

Specjalnie nie rozważałam. Dosyć szybko postanowiłam, że sama spróbuję. Znalazłam grupę wsparcia na Facebooku, a później także korzystałam z konsultacji dla self-publisherów. Okazało się, że całkiem sporo osób podejmuje się wydać książkę samodzielnie. Wysłałam fragment tekstu do jednego wydawnictwa, któremu spodobało się przesłane opowiadanie, ale plan wydawniczy nie przewidywał więcej książek na tamten rok. Postanowiłam więcej nie próbować i sama zakasałam rękawy przyszłej self-publisherki 😉

 

Z czego jesteś najbardziej dumna w tej książce?

Chyba że dopięłam swego, że podążyłam za pomysłem i inspiracją, która do mnie przyszła i zaczęłam pisać, nie mając o tym pojęcia.

Podczas kursów pisarskich, które realizowałam w międzyczasie, dowiedziałam się, że wychodzi mi to całkiem dobrze, że mam lekkie pióro. To utwierdziło mnie w tym, że warto było poświęcić czas i zrealizować ten pomysł. Jestem dumna, że go ukończyłam.

 

Co było najtrudniejsze podczas pisania i wydawania książki?

Zacznę od pisania. Unikanie przysłówków i nominalizacji! Od razu wyjaśnię, że nominalizacje to rzeczowniki odczasownikowe jak tańczenie, pisanie, gotowanie. Kto znajdzie więcej nominalizacji w mojej odpowiedzi na to pytanie? 🙂

Na początku trudność sprawiało mi rozkręcenie się, rozpisanie, żeby usiąść i napisać jakiś kawałek tekstu. Praktykując niemalże codziennie, nabrałam w tym wyraźnej sprawności. 

Wymyślenie fabuły, czyli co ma się zadziać w danej historii. Jak już wiedziałam, co i po czym ma się zdarzyć, to już szło 😉 Czasami wpadałam w panikę, że nie wiem, co pisać, gdy miałam tylko ogólny pomysł na kolejną historię. Trudno jednak pisać, jak się nie wie o czym. 

Również stworzenie pierwszych bohaterów, nadanie im wyglądu i imion.

Podczas wydawania: ogrom komunikacji pisemnej z osobami, których nie widziałam na oczy i nie wiedziałam jakie emocje, nastrój kryły się za słowami, które czytałam. Tylko z samym studiem graficznym wymieniłam ponad dwieście maili. Zdążyliśmy więc się trochę poznać 🙂 Później zaczęłam też dzwonić do grafika i to zdjęło ze mnie część napięcia.

Musiałam sama podjąć mnóstwo decyzji, co było stresujące, np. podczas prac redakcyjnych wielokrotnie decydowałam, czy w finalnym tekście ma zostać słowo x czy y, zdanie w takim kształcie czy innym.

Najgorsze były momenty, gdy nie wiedziałam, co wybrać i nie miałam dostępu od ręki do kogoś, kto mógłby mi w tym pomóc. 

Samowydawanie okazało się dla mnie wymagającą i obciążającą pracą, bo byłam odpowiedzialna za wszystko, a do tego przechodziłam przez kolejne etapy tego procesu po raz pierwszy.

 

Wspomniałaś, że podczas wydawania wyzwaniem była współpraca z osobami, których nie widziałaś na oczy. Powiedz, jak i gdzie szukałaś osób do poszczególnych etapów pracy nad książką: redakcja i korekta tekstu (czyli ja 😉), ilustracje, skład, druk książki? Czy spotkania online w formie videorozmowy, tak jak my to zrobiłyśmy na początku, ułatwia poznanie się i współpracę?

Na początku czułam się w tym zagubiona. Kilka miesięcy upłynęło, nim przystąpiłam do szukania zespołu.

W przypadku redakcji i korekty kontaktowałam się z jedną osobą z polecenia, ale ostatecznie nie doszło do współpracy. W międzyczasie poznałam Ciebie podczas kursu webwritingu. W ten sposób trafiłyśmy na siebie. W trakcie tych pięciu tygodni zdążyłam Cię na tyle poznać, że nie miałam wątpliwości do kogo się zwrócić 😊

Ilustratorki szukałam na Instagramie. Napisałam do trzech osób, których prace najbardziej mi się spodobały. Odpowiedziały mi dwie panie i z nimi również spotkałam się online. Ostatecznie wybrałam panią Anzhelikę Soma i  jestem bardzo zadowolona z efektów jej pracy. Ilustracje zwracają uwagę wielu czytelników 🙂 Przy okazji dodam, że współpracując z ilustratorem, ważna jest umowa ze względu na prawa autorskie.

Jeśli chodzi o skład i druk, historia wyglądała jeszcze inaczej. Znalazłam na Facebooku grupę wsparcia dla self-publisherów. Przyglądałam się rozmowom w grupie i w końcu zapytałam jedną z osób (miała już za sobą pierwszą publikację) czy mogłybyśmy porozmawiać. Zgodziła się. W trakcie rozmowy opowiadała mi o swoich planach na kolejną książkę i wspomniała o studiu graficznym, z którym chce współpracować. Postanowiłam skorzystać z tej podpowiedzi. Spodobało mi się, że oferowali kilka usług w jednym miejscu. Studio wykonało skład, projekt okładki oraz pomogło mi w ustaleniach z drukarnią, z którą współpracowali.

Tak, myślę, że dobrze się spotkać i zobaczyć twarzą w twarz przed rozpoczęciem współpracy. To stwarza okazję, by się choć trochę wyczuć, sprawdzić, czy dobrze nam się ze sobą rozmawia. Przynajmniej dla mnie jest to ważne.

 

Co następnym razem zrobiłabyś inaczej?

Po kursach pisarskich mam kilka pomysłów na to, co bym zrobiła inaczej. Chciałam np. usunąć Psa Bezusia z kolejnych historii. Jednak synowi tak się ta postać spodobała, a zwłaszcza jego imię, że ten plan raczej się nie powiedzie 😀

Patrząc całościowo, to najpierw stworzyłabym miejsce, gdzie ma się rozgrywać fabuła. Opisałabym bardziej szczegółowo bohaterów, ich cechy, ukryte zdolności, przeszłość, zanim przystąpiłabym do pisania. Dzięki temu miałabym lepszy obraz tego, co mogą teraz, a co w przyszłości. Dodałabym także więcej trudności, czyli tzw. konfliktów, na drodze bohaterów.

Pisałam opowiadania po swojemu, spontanicznie, a więc i moje cechy osobowości ujawniły się w tekście. Choć nie zdawałam sobie z tego sprawy. Dopiero moja nauczycielka pisania zwróciła mi na to uwagę. Sama nie przepadam za konfliktami, więc nic dziwnego, że i w pisaniu też to wyszło. 😉

 

Jakie wskazówki dałabyś osobie, która chce napisać i wydać książkę dla dzieci?

Odnośnie do pisania: proponuję nosić przy sobie notes i robić notatki. Jeśli mamy taką możliwość podpatrywać dzieci w różnych sytuacjach, jak reagują, co i jak mówią. Jeśli chcemy mieć bohaterów zwierzęcych, to zachęcam, by obserwować przyrodę i zwierzęta.  Te , które mamy wokół siebie, podczas spacerów, na któe i tak byśmy się wybrali. To nie muszą być specjalnie w tym celu zaplanowane wypady, ale mogą.

Podczas moich spacerów najczęściej obserwuję konie, bo akurat mijam je po drodze, ale też wiewiórki, psy, ptaki czy ślimaki. Nie wszystkie one znalazły się już w moich opowiadaniach, ale to jeszcze może nastąpić. Mam sporo notatek o koniach. Chciałabym z nich skorzystać i wprowadzić w przyszłości takiego bohatera.

Warto także czytać książki przyrodnicze oraz te dla dzieci. Przyglądać się, co nam się w nich podoba, a co nie. To może być dialog, jakiś bohater i jego sposób bycia, mówienia, ale też język całej książki.

Pamiętam, jak przeszkadzał mi fragment pewnego opowiadania o urodzinach i prezentach. Postanowiłam go zmienić. Najpierw czytając synowi, wstawiałam swoją wersję, a potem ją zapisałam. To był jeden z moich pierwszych tekstów 😊

Jeśli chodzi o część wydawniczą, to zaczęłabym od dokładnego zapoznania się ze wszystkimi etapami tego procesu. Następnie sprawdziłabym zasoby, jakimi dysponuję, zwłaszcza finansowo. Dobrze jest zbadać koszty poszczególnych usług, czyli m.in. redakcji i korekty, składu, usług graficznych (layout książki i okładki), druku, ilustracji i na tej podstawie zrobić szkic budżetu. Upewniłabym się także, że mam wystarczającą ilość czasu na wydanie książki. U mnie trwało to około dwa lata (włączając przerwy na wakacje, choroby itp.).

 

Zostawmy już tworzenie i wydawanie książki i powiedz mi, którą postać najbardziej lubisz lub się z nią identyfikujesz? 😉

Bardziej identyfikuję się z Kurką, choć mam też coś z Aliny. Bardzo lubię Srokę.

Kiedyś spodobała mi się inna sroka, bohaterka historii, którą czytałam z synem. Tak mnie to zainspirowało, że postanowiłam stworzyć własną 🙂 Podoba mi się w niej, że jest bezpośrednia, czasem nie zgadza się z innymi, oraz że potrafi zrobić coś szalonego i spontanicznego jak w opowiadaniu Niespodzianka, gdzie zamaszystym ruchem uścisnęła niczego niepodejrzewającą Lukrecję Bażantową. 🙂

 

Wydałaś książkę dla dzieci, a jaka jest Twoja ulubiona książka z dzieciństwa?

Hmm, chyba nie mam takiej. A nawet jeśli taką miałam, to już tego nie pamiętam 😀 Niektóre z tych historii, które kiedyś lubiłam, a przeczytałam ponownie jako osoba dorosła, aż tak mi się nie spodobały.

Może Ania z Zielonego Wzgórza w tych fragmentach, gdzie Ania fantazjuje i wymyśla niecodzienne nazwy dla otaczających ją miejsc.

W pamięci zapadły mi też Opowieści z Narnii, zwłaszcza pierwsza część. Nawiązałam do nich nawet w jednym z moich opowiadań. Ciekawe czy ktoś z czytelników to zauważy 😉

Wiele historii dla dzieci pamiętam jako słuchowiska radiowe emitowane przez Polskie Radio. Uwielbiałam je! Do dziś (jak się na tym skupię) słyszę w głowie głosy niektórych bohaterów np. Braci Lwie Serce czy Malutkiej Czarownicy.

Wracając do Twojego pytania, to dodam jeszcze, że gdyby seria opowieści o żółwiku Franklinie była dostępna za czasów mojego dzieciństwa, to chyba one byłyby tymi ulubionymi. Darzę je dużą sympatią.

 

Dziękuję Ci za wywiad i podzielenie się swoim doświadczeniem z tworzenia i wydawania pierwszej książki. Trzymam kciuki za Ciebie, Kikę i ideę bezśmieciowości, którą niesiecie w świat ❤️ Na koniec powiedz jeszcze, komu polecasz tę książkę i gdzie ją można kupić.

Dziękuję za zaproszenie do rozmowy 🙂 Polecam ją wszystkim, którzy chcą rozmawiać z dziećmi o plastiku i śmieciach. Jest to ważny, ale niekoniecznie przyjemny temat. Dlatego postanowiłam stworzyć sympatycznych zwierzęcych bohaterów, z którymi łatwiej i przyjemniej będzie o tym rozmawiać.

Książkę można kupić poprzez moją stronę internetową danutakrystyna.com. Specjalnie dla czytelników przygotowałam kod rabatowy kika4Serdecznie zapraszam 🙂

Rozmawiały:

kasia_piskorska-lamanie.pl
Kasia Piskorska-Żmudzka
redaktorka i korektorka tekstów i graficzka dbająca o wizualną stronę projektów (w tym e-booków, stron internetowych, identyfikacji wizualnych)
Danuta Wlizło - Historie o bezsmieciowosci
Danuta Wlizło
mama, autorka książki dla dzieci: „Kurka Kika i przyjaciele. Historie o bezśmieciowości”

Więcej o autorce znajdziecie w linkach poniżej:

www.danutakrystyna.com
Instagram: @danuta.kurka.kika
Facebook: danuta.kurka.kika

Podobne wpisy